Safe and Sound Protocol: Gdy muzyka reguluje układ nerwowy
Wyobraź sobie, że mogłabyś poprawić sen, zmniejszyć nadpobudliwość czy zwiększyć swoją zdolność do nawiązywania kontaktów z innymi – po prostu słuchając odpowiednio przygotowanej muzyki. Brzmi jak science fiction? A jednak to działa.
Marianna Frączek, psychoterapeutka i certyfikowany provider metody Safe and Sound Protocol (SSP), opowiada o innowacyjnym podejściu do pracy z układem nerwowym, które łączy najnowsze odkrycia neuronaukowe z praktyczną terapią.
Teoria poliwagalna w praktyce
Safe and Sound Protocol to praktyczne zastosowanie teorii poliwagalnej doktora Stephena Porgesa – naukowca, który zrewolucjonizował nasze rozumienie funkcjonowania układu nerwowego. – To taki trening układu nerwowego, protokół słuchania terapeutycznego – wyjaśnia Marianna Frączek. – Polega na słuchaniu muzyki na słuchawkach, która jest w specjalny sposób przefiltrowana – ma odfiltrowane bardzo wysokie i bardzo niskie dźwięki.
Teoria poliwagalna tłumaczy, że nasz autonomiczny układ nerwowy – ten, który działa niezależnie od naszej woli, regulując oddech, trawienie czy reakcje na stres – może funkcjonować w trzech głównych trybach.
Pierwszy to tryb zaangażowania społecznego, w którym jesteśmy spokojni, otwarci na kontakt, zdolni do nauki i obecności. To stan, w którym czujemy się bezpiecznie i możemy w pełni funkcjonować.
Gdy pojawia się stresor, układ nerwowy przełącza się w tryb walka-ucieczka. Pojawia się mobilizacja, energia do działania. – To coś, co jest nam potrzebne – podkreśla Frączek. – Kiedy ktoś nas atakuje, potrzebujemy wejść w ten stan, żeby się bronić.
Ale gdy sytuacja wydaje się nie do opanowania, włącza się trzeci tryb – zamrożenie. – To jest taki stan, kiedy nasze ciało mówi: „Nie dam rady się bronić, nie dam rady uciekać, więc ugram się na martwo, czekając, aż to zagrożenie minie” – tłumaczy psychoterapeutka.
Dlaczego myślenie nie wystarczy?
Kluczem do zrozumienia działania SSP jest świadomość, że autonomiczny układ nerwowy nie reaguje na logiczne argumenty. – Możemy na głowę wiedzieć, że coś nie jest dla nas niebezpieczne, a i tak czuć napięcie – mówi Ewa Czardybon. – Do tego autonomicznego układu nerwowego trzeba mówić jego językiem, który nie jest językiem intelektu.
Dlatego tłumaczenie sobie czegoś niekoniecznie działa. Potrzebne są metody działające bezpośrednio na ciało – jak właśnie specjalnie przygotowana muzyka.
Jak działa Safe and Sound Protocol?
SSP wykorzystuje specjalnie przefiltrowaną muzykę, która zawiera częstotliwości odpowiadające ludzkim głosom – w zakresie około 1000 herców. – To są te częstotliwości, na które nasza mama reaguje, kiedy dziecko się urodziło, kiedy dziecko płacze – wyjaśnia Frączek. – I dziecko reaguje na głos mamy. Te częstotliwości są zinterpretowane przez mózg jako bezpieczne, jako znak, że: „Hej, ktoś tu jest, ktoś się tobą zajmuje”.
Muzyka wykorzystywana w protokole to najczęściej kobiecy wokal – utwory Taylor Swift, Norah Jones, czy Andrea Bocellego. Ale nie w oryginalnej wersji. – Ta muzyka jest mocno przefiltrowana, wyciągnięte są z niej bardzo niskie i bardzo wysokie dźwięki – tłumaczy psychoterapeutka. – Te bardzo wysokie i bardzo niskie dźwięki aktywują nasz układ nerwowy do czujności: „Hej, uważaj, coś się dzieje!”.
Dodatkowo muzyka jest nieregularnie wzmacniana i osłabiana. – Kiedy ten dźwięk jest słabszy, nas uspokaja. A kiedy jest głośniejszy, on nas jakoś bardziej rozbudza – opisuje Frączek. – I to jest takie ćwiczenie dla tych mięśni w uszach, dla tego układu nerwowego.
Mięśnie w uszach? To brzmi niesamowicie!
Jednym z fascynujących odkryć teorii poliwagalnej jest rola tzw. mięśni strzemiączkowych w uszach. – Mięsień strzemiączkowy, kiedy trzyma sztywniej, to nasze ucho słyszy pełen zakres dźwięków – wyjaśnia Marianna Frączek. – Kiedy ten mięsień się rozluźnia, to te wysokie i niskie dźwięki są takie stłumione.
W stanie zamrożenia czy przewlekłego stresu te mięśnie pozostają rozluźnione, co sprawia, że słyszymy świat jakby przez filtr. SSP trenuje te mięśnie, ucząc układ nerwowy przełączać się między stanem czujności a relaksu. – To wpływa nie tylko na to, jak słyszymy, ale też jak interpretujemy świat – dodaje psychoterapeutka.
Dla kogo jest ta metoda?
Safe and Sound Protocol może pomóc osobom borykającym się z różnymi wyzwaniami:
Dla dorosłych:
- Chroniczny stres i trudności z relaksacją
- Zaburzenia snu
- Trudności w nawiązywaniu relacji i kontaktu z ludźmi
- ADHD (zmniejszenie nadpobudliwości)
- Stany lękowe
- Zespół stresu pourazowego (PTSD)
- Problemy koncentracji
Dla dzieci:
- Nadwrażliwość sensoryczna
- Trudności w regulacji emocji
- Problemy z koncentracją
- Zaburzenia ze spektrum autyzmu
- Selektywny mutyzm
- Dziecięce traumy
Jak wygląda proces terapeutyczny?
Praca z SSP nie polega na samodzielnym słuchaniu playlist. – To jest zawsze praca z providerem – podkreśla Frączek. – Nigdy nie można tego robić samemu, pobrać sobie z jakichś tam źródeł i sobie słuchać, bo to może zaszkodzić.
Proces rozpoczyna się od konsultacji wstępnej, czasem kilku, podczas których terapeuta ocenia, czy metoda jest odpowiednia dla danej osoby i w jakiej dozowności. Następnie pacjent słucha muzyki zazwyczaj w domu, przez kilka do kilkudziesięciu minut dziennie, pozostając w stałym kontakcie z providerem.
– W trakcie odsłuchu jest moje wsparcie – wyjaśnia Marianna Frączek. – Jeżeli coś się dzieje, coś wymaga konsultacji, to jest możliwość napisania do mnie wiadomości. Odpiszę albo oddzwonię na krótką rozmowę.
Czy to naprawdę działa? Efekty i ograniczenia
Choć SSP brzmi nieco jak metoda „zbyt piękna, by była prawdziwa”, badania i doświadczenia kliniczne pokazują jej skuteczność. – To mogą być czasami bardzo subtelne zmiany, które robią ogromną różnicę – mówi Frączek. – A czasem to mogą być bardzo duże zmiany. Takie, że nawet ludzie wokół mówią: „Hej, a ty jakaś taka spokojniejsza albo ty jakoś mniej krzyczysz”.
Jednak nie jest to rozwiązanie uniwersalne. Są sytuacje, w których SSP nie jest odpowiednie, np.:
- Epilepsja (dźwięki mogą potencjalnie wywoływać napady)
- Niedawny uraz głowy
- Ciąża (ze względu na brak badań)
- Aktywna psychoza
- Bardzo niskie ciśnienie krwi
– To nie jest magia – zastrzega psychoterapeutka. – To nie jest tak, że przesłucham te pięć godzin i będę kompletnie inną osobą. Ale to jest narzędzie, które można świadomie wykorzystać.
Połączenie z psychoterapią
Marianna Frączek podkreśla, że SSP działa najlepiej w połączeniu z psychoterapią. – Czasami najpierw jest potrzebna psychoterapia, żeby trochę uspokoić to, co człowiek przeżywa, żeby mógł bezpiecznie skorzystać z tej metody – wyjaśnia. – A czasami ta metoda może być takim przygotowaniem do psychoterapii.
Dla osób, które latami walczą z objawami stresu czy nadpobudliwości, SSP może być przełomem. – Jeżeli ktoś całe życie mieszka w stanie stresu albo w stanie zamrożenia i nigdy nie doświadczył tego, co to znaczy być w takim spokoju, to jak ma trenować to w terapii? – pyta retorycznie Frączek. – SSP pokazuje ciału, jak to jest być w tym stanie bezpieczeństwa.
Muzyka jako most do uzdrowienia
Safe and Sound Protocol to przykład tego, jak współczesna neuronaukowa może przekształcić się w praktyczne narzędzie terapeutyczne. To metoda, która szanuje mądrość ciała, rozumiejąc, że czasem droga do zmiany prowadzi nie przez myśli, ale przez bezpośrednie doświadczenie – w tym przypadku przez odpowiednio przygotowane dźwięki.
Jak podsumowuje Marianna Frączek: – To jest trening dla układu nerwowego. Trening elastyczności, umiejętności przełączania się między stanami. Bo życie wymaga od nas tej elastyczności – czasem potrzebujemy mobilizacji, czasem spokoju, a czasem po prostu być obecnym z drugim człowiekiem.
Marianna Frączek jest certyfikowanym providerem metody Safe and Sound Protocol i psychoterapeutką pracującą w Kopalni Pozytywnej Zmiany w Gliwicach.
Specjaliści





















